RSS
poniedziałek, 07 maja 2007
ŚWIADKOWA WIEDZA

dla świadków jehowy bardzo ważna jest wiedza biblijna.ciągle powtarzają,że od tego zależy życie wieczne.a jaką wiedzę mają świadkowie jehowy?

gdy poznałam świadków byłam zachwycona ich poziomem wiedzy.znali odpowiedź na każde pytanie.zawsze wiedzieli jak odpowiedzieć i na jakim wersecie otworzyć biblię,żeby udowodnić swoje twierdzenia.wprost oślepiła mnie ich wszechwiedza na temat słowa bożego.

konsumowałam ten "pokarm"w  każdej wolnej  chwili.z czasem zaczęłam wierzyć we wszystko,czego mnie uczono.

pomyślałby ktoś: w czym problem?

problem w tym,że ucząc ludzi swoich nauk ,świadkowie jehowy, przy okazji ,w bardzo sprytny sposób wpajają nowym wstret do wszystkiego co jest poza organizacją.np:gdy jest mowa o życiu wiecznym organizacja twierdzi,że nie można chodzić różnymi drogami i zaskarbić sobie życie wieczne.jak czytamy w książce:"będziesz mógl żyć wiecznie..."(str.255)"jeżeli chcesz być ubłogosławiony życiem wiecznym musisz należeć do organizacji jehowy i spełniać jego wolę"na str.216 czyt:"musisz dowieść jehowie bogu,że jesteś zwolennikiem jego nowego systemu,a nie cząstką świata.wymaga to powzięcia decyzji...(str.212)"jeżeli jesteś zwolennikiem nowego systemu bożego,to będziesz stronił od świata włącznie z jego religią fałszywą"(dla świadków każda religia jest fałszywa ,tylko ich jest prawdziwa)dalej czytamy:"jednakże wydostanie się z babilonu wielkiego,światowego mocarstwa religii fałszywej,oznacza coś więcej niż tylko zerwanie stosunków z organizacjami religii fałszywej.oznacza trzymanie się z dala od świąt religijnych i uroczystości światowych(2kor.6:14-18)"

a co to oznacza dla ludzi?trudno uwierzyć ale to zmienia całe życie.nie tylko wierzysz,ze wszystkie religie są fałszywe,ale wierzysz,że obchodzenie dnia babci,dziadka,matki,nauczyciela,obchodzenie urodzin itp.jest grzechem.w konsekwencji stoisz z dala od rodziny,która nie należy do świadków i od całej reszty świata(bo należy do szatana).

teraz zauważyłam jak sprytnie ci ludzie manipulują innymi.tylko siebie przedstawiają w korzystnym świetle.a przy każdej sposobności starają się przedstawiać innych jako gorszych albo wręcz złych,kłamliwych,należących do swiata podległego szatanowi.dziwne,ale podczas studium z nimi przyznawałam im racje.nie zauważyłam niczego podejrzanego i uważałam,że skoro tylko oni mają taką wiedzę to mają prawo mówić w ten sposób o innych,skoro ci"inni"nie dopisali pod względem poznawania boga.

ww.książka ciekawie też opisuje sposób w jaki można poznać prawdziwych chrześcijan.np.na str.187 napisano,że chrześcijan można poznać po stosunku do biblii.jest tu wzmianka,że jezus miał szacunek do biblii,a zaraz potem przedstawiają jak niektórzy ludzie choć czytają biblię zaprzeczają swoim życiem,że ją szanują.tu oczywiście nie zapomniano wspomnieć,że.."wielu dzisiejszych duchownych nie wierzy np.w biblijne doniesienie o grzechu adama....(i pytanie)czy w ten sposób zachęcają do okazywania szacunku dla słowa bożego?"potem zadają pytania o moralności,którą popierają niektórzy duchowni itd.wszystko po to,żeby zdyskredytować człowieka w oczach danego czytelnika.

teraz dopiero widzę,że świadkowie wybrali ciekawy sposób przekazywania wiedzy.podczas wpajania nowym swoich nauk,na każdym kroku wydają złą opinię o innych ludziach, z poza organizacji.w ten sposób w człowieku utrwala się zły obraz całego świata,a dobry organizacji świadków jehowy.czy to nie manipulacja?

poniedziałek, 26 marca 2007
PO KONGRESIE

o kongresie oczywiście nie mogłam zapomnieć,bo wywarł na mnie niezapomniane wrażenia,ale i zbór nie dał mi zapomnieć o wszystkim co tam słyszałam i widzialam.(chyba metodą-kuj żelazo póki gorące).nie dość,że na zebraniu przypominano materiał,który słyszeliśmy na kongresie(żeby utkwiło głęboko w pamięci),to jeszcze bracia,których spotykałam na codzień pytali mnie,czy mi się podobało i czy zauważyłam,że było bardzo czysto,że nikt nie palił,nie pił alkoholu,nie pchał się do wyjścia jak na katolickich imprezach.często porównywano nasze spotkania z katolickimi i podkreślano różnice,oraz naszą wyższość nad innymi wyznaniami.zdarzało się,że powiedziałam coś miłego na temat koleżanki -katoliczki,a już słyszałam,że powinnam uważać,żeby mnie nie namówiła do powrotu,do kk.a najlepiej gdybym całkowicie przestała się spotykać z takimi koleżankami,bo one nie podzielają mojej miłości do boga i jego organizacji.od razu były pytania czy gloszę jej prawdę, czy ona mówi przy mnie o bogu i czy w ogóle zna jego imię,bo jeśli nie to trzeba od takich osób z daleka uciekać.powoli ,prawie niedostrezgalnie ale skutecznie zrażano mnie do wszystkiego co jest poza organizacją.nie wiem nawet kiedy sama uznałam,że moja wiedza o bogu jest większa ,moje poznanie lepsze itd.

przypuszczam,że takie metody stosowane są w większości przypadków i chyba większość ludzi w zborze nie ma pojęcia,że nie zna prawdy o bogu,że wszystko co robią i mówią jest zaprogramowane przez niewolnika.teraz dopiero zrozumiałam,że manipulowano moją psychiką przez ciągłe powtarzanie tych samych rzeczy i przez resztę grupy,którą wcześniej przekonano o wybraństwie niewolnika i która nawet na spotkaniach przy kawce nie rozmawiała o niczym innym, jak tylko o niewolniku ,jego naukach i naszym posłuszeństwie wobec niego.przy czym o tych,którzy odeszli z organizacji rozmawiano bardzo rzadko,ale jeśli już o nich wspominano to,mówiono o nich jak o odstępcach od boga(nie organizacji,choć odeszli nie od boga,a właśnie od organizacji).rozmawiano o nich w taki sposób,żeby dla innych było to przestrogą np.brat najpierw nie czytał czasopism,potem opuszczał zebrania,a efektem tego było odejście do swiata podległego szatanowi.czyli rezygnacja ze służenia bogu i co za tym idzie -ze zbawienia.tak zakorzenione nauki tworzą błędne koło ,z którego nieświadomy człowiek nie jest w stanie wyjść.

piątek, 16 marca 2007
PIERWSZY RAZ NA KONGRESIE

najbardziej zaskakującym dniem w moim życiu,był dzień w którym pierwszy raz byłam obecna na kongresie świadków jehowy.to co tam zobaczyłam przerastało moje najśmielsze oczekiwania.

siostra (nazwijmy ją ewa),która ze mną studiowała, zaprosiła mnie na kongres i obiecała,że będę mile zaskoczona tym,co tam zobaczę i usłyszę.okazało się,że nie miałam pojęcia o tym ,co ta kobieta mówi,nawet sobie nie wyobrażałam jak bardzo będę zaskoczona,a nawet zszokowana.

w bramie stadionu śląskiego ,z uśmiechami na twarzy ,witali nas porządkowi.obyło się bez przepychanek i sztucznego tłoku,choć w ciągu zaledwie kilku minut setki ludzi opuściło autokary.z dzwiękami miłej i radosnej muzyki,która wydostawała się z głośników,powoli szukałyśmy z siostrą odpowiedniego miejsca do ulokowania się.(ewa powiedziała,że jest to melodia z pieśni o raju).była piękna słoneczna pogoda,wszyscy wokół byli mili,uśmiechnięci,jakby na świecie nie było problemów.pierwszy raz w życiu widziałam tylu ,tak radosnych ludzi.zrobiło to na mnie ogromne wrażenie,choć jak się potem okazało było to tylko preludium.

przed rozpoczęciem programu postanowiłyśmy z ewą pospacerować.w pierwszym odruchu sięgnęłam po torebkę.po co ci torebka?- zapytała ewa.po nic - odpowiedziałam-mam w niej dokumenty i pieniądze.ewa odpowiedziała,że tu nie ma złodziei i,że wśród prawdziwych chrześcijan nie muszę się bać,że coś mi zginie.nie chciałam zostawić torebki,bo wszyscy jesteśmy tylko ludźmi(tak powiedziałam ewie)wtedy ewa stwierdziła,że sama odpowie za wszystkie szkody,w które nie wierzy,ale w razie czego wyrówna moje straty.zostawiłam więc wszystko na miejscu i przez prawie godzinkę spacerowałyśmy.niby nic takiego,lecz zadziwiali mnie mijani ludzie.wszyscy się do nas i do siebie nawzajem bratersko uśmiechali,jakby na świecie nie było trosk i problemów.wszyscy byli przyzwoicie ubrani,nie było mowy o dekoltach do pasa ,czy spódniczkach  mini.zresztą kilka dni wcześniej ewa uprzedziła mnie,żebym się stosownie ubrała.powiedziała,że chrześcijanie są skromni i nie ma mowy,żeby na kongresie ktoś paradował w miniuwach.musiałam sobie kupić coś odpowiedniego na tę okazję,ponieważ w mojej szafie miałam tylko spodnie i nieco krótkie spódniczki...po powrocie ze spaceru okazało się,że wszystkie rzeczy miałam na miejscu,a siedzący obok bracia śmiali się,że miałam wątpliwości co do ich uczciwości.

sesja poranna szybko upłynęła.zjadłyśmy śniadanie i postanowiłyśmy rozprostować nogi.poszłyśmy na spacerek.po drodze spotykałyśmy (co jakiś czas)znajome siostry(znajome oczywiście dla ewy).po krótkiej prezentacji wszystkie wyrażały dla mnie uznanie,że jako młoda osoba nie postawiłam na korzystanie z życia,tylko na służbę dla jedynego prawdziwego boga.niektóre mówiły,że dobrze wybrałam, bo jestem na jedynej drodze do życia wiecznego .inne,że nie ma innej drogi do boga ,że tylko organizacja boża może doprowadzić nas do zbawienia.była też osoba,która twierdziła,że szatan poruszy niebo i ziemię,żeby odwieść mnie od religii prawdziwej,ale gdy będę się trzymała organizacji to,przezwyciężę wszystko.

w drodze powrotnej do naszego siedziska ewa zaprowadziła mnie do biura rzeczy znalezionych.tu znowu szok.czego tam nie było?-parasolki,torebki,biblie,złota biżuteria,monety,banknoty,nawet te o największych nominałach.w głowie mi się nie mieściło,że w jednym miejscu zgromadziło się tylu uczciwych ludzi.do dziś wierzę,że nie była to zwykła obłuda,że ci ludzie naprawdę byli szczerzy, uczciwi i wierzyli we wszystko co mówili.(szkoda tylko,że nauki niewolnika okazały się zwykłym oszustwem).

atmosfera na stadionie była niesamowita.wszyscy wokół częstowali innych kanapkami,ciastem,cukierkami i napojami.napoje można było kupić,ale nikt ich nie sprzedawał.poprostu za widownią stały duże stoły,na i obok których były pojemniki z napojami i  kasetki z otworami na datki.czegoś takiego się nie spodziewałam.pewien brat słysząc co mówiłam do ewy i widząc moje zdziwienie,powiedział,że od razu widać ,iż jestem osobą zainteresowaną.powiedział,że oni już teraz żyją jak w raju,że w nominalnym chrześcijaństwie jest to nie do pomyślenia,ale prawdziwy lud boży ceni sobie uczciwość ,miłość i braterstwo.

co mogłam pomyśleć w tym momencie?mogłam tylko przyznać mu rację.jeżeli do tej pory miałam jeszcze małe wątpliwości co do niektórych kwestii to,po tym kongresie już byłam pewna,że muszę zostać świadkiem jehowy.od tej pory stało się to moim celem.jeszcze długo po kongresie miałam w pamięci panującą tam atmosferę i wykłady,które umacniały moją wiarę w to,co pisał niewolnik.przecież tak uczciwi i szczerze miłujący się ludzie nie mogli być oszustami.nie brałam też pod uwagę manipulacji,bo nie miałam o tym najmniejszego pojęcia.

trudno byłoby nie wspomnieć,że na stadionie było niesamowicie czysto.nikt nie wyrzucał niczego na ziemię.wszystkie odpady zabierano do domów.nigdzie nie było pet ani butelek.opuszczając stadion zauważyłam ,że pozostawiliśmy po sobie idealny porządek.to było coś czego nie można zapomnieć.tysiące ludzi i ani jednego papierka po zakończonym programie.

z przykrością muszę stwierdzić,że nie wiem co się stało z uczciwością świadków jehowy,ale po kilku latach od (mojego)pierwszego kongresu na stadionach ogłaszano już,żeby pilnować swoich rzeczy bo zdarzają się kradzieże.nie tylko na stadionach.gdy teraz nie odbiorę mojej literatury,którą mam w szafce z moim nazwiskiem,często okazuje się,że "poznikały" mi niektóre egzemplarze.

ale odbiegłam od tematu.moim celem jest pokazanie na moim przykładzie jak łatwo człowiek mógł dać się zwieść.najpierw zdziwienie,oczarowanie,a po jakimś czasie całkowita pewność,że nie ma innej drogi,że moje wątpliwości to tylko duchowa słabość,bo przecież tylu ludzi od dziesiątek lat niezachwianie wierzy w to,w co ja śmiem wątpić.zresztą czy po takich przeżyciach na kongresie można mieć wątpliwości?wszyscy w kółko mi powtarzali,że gdy katolicy się spotykają to ,zostawiają po sobie tony śmieci i zdewastowane stadiony,a my dajemy przykład na każdym kroku.przykład prawdziwego oddania bogu,przyklad miłości,przykład braterstwa,przykład ładu i porządku jaki jest przedsmakiem raju.

może to wszystko brzmi jak pochwala organizacji,ale naprawdę takie miałam przedtem odczucia.teraz nie tylko nie widać w zborze uczciwości,ale nie widać też miłości i braterstwa.nie znaczy to,że wszyscy są be,absolutnie,niektórzy jeszcze teraz głeboko są przekonani,że służą bogu i dają przykład innym.ale gdy korzenie są zgniłe to czego można się spodziewać po gałęziach?

 

poniedziałek, 12 marca 2007
PIERWSZY RAZ OD DRZWI DO DRZWI

kiedyś nie musiałam zdawać egzaminów,żeby iść głosić od drzwi do drzwi.poprostu przychodził starszy i mówił,że mam już na tyle wiedzy,żeby iść głosić,i jeśli chcę to mogę przyjść na najbliższą zbiórkę.oczywiście przyszłam.po modlitwie i mowach wstępnych,każdy dobrał sobie parę i wszyscy zaczęli wychodzić.ja miałam iść z pewną siostrą,ale starszy powiedział,że muszę iść z kimś bardziej doświadczonym i przydzielił mi innego starszego.nie zapytał mnie czy chcę z nim iść głosić, czy nie,tylko z uśmiechem na twarzy i miną niewiniątka stwierdził,że dla mnie tak będzie lepiej i wygodniej.nie wiem czy dla mnie było lepiej lub wygodniej ,bo ów starszy ani razu nie dopuścił mnie do głosu.za to na pożegnanie podziękował mi za współpracę i wsparcie.zaś na następnej zbiórce powiedział wszystkim,że bardzo dobrze się ze mną głosiło.tym razem ja powiedziałam,że chcę iść z pewną siostrą i nikt się już nie sprzeciwiał.jedynie starszy powiedzial,że ta siostra wyszła trochę z wparwy,ale gdybym czasem nie wiedziała co mam odpowiedzieć rozmówcy przy drzwiach ,to nie mam się martwić tylko mówić co mi ślina na język przyniesie,bo ludzie i tak nie wiedzą o co nam chodzi,dopóki nie zaczną z nami studiować.oczywiście na każdym zebraniu ,podczas studiowania książki i na zebraniach towarzyskich byłam wychwalana za ogromne postępy i decyzję o przystąpieniu do głosicieli królestwa.

zawsze byłam osobą towarzyską i akceptowaną,często koleżanki i koledzy zapraszali mnie na spotkania i imprezy,ale w towarzystwie tych ludzi czułam się wyjątkowo dobrze.gdy zaczęłam głosić od drzwi do drzwi poczułam,że coś bardziej mnie z tymi ludźmi zespoliło.powoli rezygnowalam ze spotkań,z koleżankami "ze świata" i coraz więcej czasu spędzałam z osobami ze zboru.ludzie zaczęli postrzegać mnie jako osobę zwerbowaną przez sektę i chcieli mnie odciągnąć od organizacji.ja jednak byłam przekonana,że to ja znam prawdę - nie inni,więc nie pozwoliłam przemówić sobie do rozsądku.w końcu jedni znajomi sami zerwali ze mną kontakt,a z innymi miałam już tylko takie luźne kontakty.(o to chyba chodziło ,najpierw sprzeciw rodziny doprowadził do rozluźnienia więzów rodzinnych,a teraz "pogrzebali"mnie znajomi).

następnym razem opiszę wrażenia z pierwszego kongresu.

piątek, 02 marca 2007
RODZINA DLA ŚWIADKÓW JEHOWY.

PRZED ZEBRANIEM POWIEDZIAŁAM,ŻE RODZINA NIE JEST ZADOWOLONA Z TEGO,ZE STUDIUJĘ BIBLIĘ ZE ŚWIADKAMI.POWIEDZIAŁAM,ŻE RODZICE BYLI ROZCZAROWANI MOJĄ POSTAWĄ I NAZWALI MNIE CZARNĄ OWCĄ W RODZINIE.WSZYSCY OBECNI STARALI SIĘ MNIE POCIESZYĆ,ŻE W KOŃCU NAJWAŻNIEJSZY JEST JEHOWA BÓG,A ZAMIAST JEDNEJ RODZINY MAM DUŻO WIĘCEJ,BO TERAZ MOJĄ RODZINĄ JEST ORGANIZACJA.

PO ZEBRANIU STARSZY POWIEDZIAŁ,ŻE JEZUS ZAPOWIEDZIAŁ JUŻ WCZEŚNIEJ TAKĄ POSTAWĘ RODZINY,KTÓRA NIE SŁUŻĄC PRAWDZIWEMU BOGU,BĘDZIE SIĘ STARAŁA ODCIĄGNĄĆ PRAWDZIWYCH CZCICIELI OD BOGA.KAZAŁ MI OTWORZYĆ BIBLIĘ,NA EW.MAT.10,37-39 GDZIE NAPISANO,ŻE KTO MIŁUJE BARDZIEJ MATKĘ LUB OJCA ,NIŻ JEZUSA,NIE JEST GO GODNY.POTEM POWIEDZIAŁ,ŻE MAM DO WYBORU,ALBO RODZINĘ,KTÓRA NALEŻY DO ŚWIATA PODLEGŁEGO SZATANOWI,ALBO JEDYNĄ BOŻĄ ORGANIZACJĘ.DODAŁ,ŻE NIE MOŻE MI NICZEGO DYKTOWAĆ I ROZKAZYWAĆ,ALE SAMA MUSZĘ DOKONAĆ MĄDREGO WYBORU.POWIEDZIAŁ TEŻ,ŻE TERAZ MAM OGÓLNOŚWIATOWĄ RODZINĘ BRACI I JEŚLI RODZINA NIE POTRAFI TEGO ZROZUMIEĆ I ZAAKCEPTOWAĆ MNIE I MÓJ WYBÓR TO,POWINNAM ZOSTAWIĆ ICH OSĄDOWI BOŻEMU,ALE TO,ŻE ONI IDĄ NA PEWNĄ ZAGŁADĘ NIE ZNACZY,ŻE I JA MAM ZAPRZEPAŚCIĆ ŻYCIE WIECZNE.STARZSY ZACZĄŁ TEŻ MÓWIĆ O MOICH DZIECIACH,ŻE JAKO MATKA POWINNAM POMYŚLEĆ O ICH PRZYSZŁOŚCI.A DLA DZIECI NIE MOŻE BYĆ NIC LEPSZEGO NAD SŁUŻENIE BOGU JEHOWIE ZANIM UPADNIE TEN CAŁY PODLEGŁY SZATANOWI SYSTEM..."CHYBA NIE CHCESZ,POŚWIĘCIĆ SWOICH DZIECI SZATANOWI TYLKO DLA RODZINY,KTÓRA I TAK CIĘ ODRZUCIŁA?"-POWIEDZIAŁ STARSZY.SPORO O TYM WSZYSTKIM MYŚLAŁAM I PRZYJĘŁAM MYŚLENIE STARSZEGO,KTÓRY WMÓWIŁ MI,ŻE ODRZUCIŁA MNIE RODZINA,CHOĆ TAK NAPRAWDĘ DOKONUJĄC TEGO WYBORU,JA ODRZUCILAM RODZINĘ.WTEDY MOGŁAM JESZCZE NAPRAWIĆ MOJE RELACJE Z RODZINĄ,MOGŁAM TAK ŚLEPO NIE WIERZYĆ W SŁOWA STARSZEGO,ALE CÓŻ...,BYŁAM GŁUPIA I POMYŚLAŁAM,ŻE ON NAPRAWDĘ MA RACJE,ŻE W ŻYCIU DUŻO PRZESZEDŁ I WIE,ŻE ORGANIZACJA MOŻE BYĆ DLA MNIE JAK RODZINA.ODWIEDZAŁAM PRZEZ TEN CAŁY OKRES MOICH RODZICÓW,ALE NIE BRAŁAM UDZIAŁU W UROCZYSTOŚCIACH RODZINNYCH I ŚWI ĘTACH.TO DOBIJAŁO MOJEGO OJCA,KTÓRY RODZINĘ CENIŁ PONAD WSZYSTKO.

DLATEGO TERAZ STARAM SIE WYTŁUMACZYĆ WSZYSTKIM ZAINTERESOWANYM,KTÓRYCH BÓG STAWIA NA MOJEJ DRODZE,ŻE ZA NIC W ŚWIECIE ,NIE POWINNI ROZLUŹNIAĆ NAWET,SWOICH STOSUNKÓW Z RODZINĄ.ŻADNA ORGANIZACJA NIE JEST TEGO WARTA.TO, CO ORGANIZACJA KAŻE NAM ROBIĆ I Z CZEGO REZYGNOWAĆ,JEST WYMAGANIEM TYLKO ORGANIZACJI-NIE BOGA.I TAK NAPRAWDĘ NIE ROBIMY TEGO DLA BOGA,ALE DLA BROOKLYNU.WCHODZĄC DO ORGANIZACJI ,WARTO PRZEMYŚLEĆ SWOJE ZACHOWANIE WOBEC RODZINY,BO TAK NAPRAWDĘ NIC ,ANI NIKT NAM JEJ NIE ZASTĄPI. TAK NAPRAWDĘ TYLKO DLA RODZINY I BOGA JESTEŚMY KIMŚ WYJĄTKOWYM I KOCHANYM.O TYM WIELU SIĘ PRZEKONAŁO,GDY ZACZYNALI WĄTPIĆ W PRAWDZIWOŚĆ SŁÓW NIEWOLNIKA.NIERAZ PROWADZIŁO TO, DO TRAGEDII WYNIKAJĄCEJ Z OSAMOTNIENIA,GDY TAKA OSOBA ZOSTAŁA WYKLUCZONA,LUB SAMA ODESZŁA.NIE MOŻNA DAĆ SIĘ ZWARIOWAĆ.PISMO ŚWIĘTE NIE WYMAGA OD NAS TAKICH WYRZECZEŃ I POWINNO TO BYC DLA NAS PODEJRZANE,GDY KTOŚ NAMAWIA NAS NA ZERWANIE WIĘZI Z NAJBLIŻSZYMI.

poniedziałek, 26 lutego 2007
NASTĘPNE ZEBRANIA I INNE SPOTKANIA

następne zebrania były bardzo podobne.wszyscy odpowiadali na przygotowane z góry pytania i wszyscy byli zadowoleni z danego materiału.nikt nie zadawał krępujących pytań i wszyscy zgadzali się z wywodami niewolnika,który daje pokarm we właściwym czasie.gdy ja zadawałam pytania,inni z uśmiechem na twarzy od razu mi odpowiadali i przytaczali fragmenty książek lub strażnic.wersety biblijne były tak cytowane,że nie miałam wątpliwości,że niewolnik zawsze ma rację.na początku krępowało mnie,że ci mili ludzie tak wrogo odnosili się do ludzi z poza organizacji,ale gdy wytłumaczono mi na podstawie nauk niewolnika,że wszyscy poza organizacją należą do szatana i musimy w stosunku do nich być bardzo ostrożni,uwierzyłam w to i cały czas myślałam tylko o tym, jak pomóc tym nieszczęśliwym ludziom i jakie ja mam szczęście,że poznałam świadków.zapraszano mnie też na spotkania w gronie braci i sióstr,gdzie wypytywano mnie jak się wśród nich czuję,jak zapatruję się na niewolnika i ich nauki oraz czy wierzę,że chrystus już powrócił i niedługo będziemy uwolnieni od szatana i grzechu.pytania byly zadawane w taki sposób,że nie podejrzewałam nawet,że chcą mnie sprawdzić.odpowiadałam,że wierzę,bo pokarm był podawany w taki sposób,że naprawdę głęboko w to wierzyłam.byłam przekonana,że oni też w to wierzą.nie mogło być inaczej,bo spożywali ten sam pokarm.widzialam co prawda,że w kilku rodzinach nie jest tak dobrze jak bracia chcieli to pokazać,ale przecież jesteśmy niedoskonałymi ludźmi i każdy może pobłądzić.powoli zaczynałam wierzyć,że ludzie w organizacji bardzo się starają,choć też mają problemy .a ludzie po za organizacją mają problemy,bo przez fałszywe nauki sami sobie szkodzą.nawet nie wiem jak to się stało,że w pewnym momencie mimo,iż widziałam pijaństwo,kłótnie i złe zachowanie w zborze ,wierzyłam bezkrytycznie słowom niewolnika,że organizacja jest jedyną organizacją bożą na świecie i,że bóg kieruje poczynaniami niewolnika.dzięki temu,że wyczerpująco odpowiadali na moje pytania i dzięki atmosferze w zborze,postanowiłam,że kiedyś będę należała do tego ludu bożego i,że razem z nimi będę ogłaszała wyroki boże.odbiło mi totalnie.wytłumaczylam rodzinie,że studiuję biblię i wiem,że nie mogę obchodzić urodzin świąt itp.rodzina na początku była na mnie zła,a potem traktowali mnie jak czarną owcę.a co mówili bracia w zborze?... o tym następnym razem

sobota, 24 lutego 2007
PIERWSZY RAZ NA ZEBRANIU

po pewnym czasie,siostra,która ze mną studiowała,zaprosiła mnie na zebranie odbywające się w jej mieszkaniu.przez godzinę przerzucałam ubraniza,nie wiedząc w co się ubrać.w końcu włożyłam dżinsy,bluzkę i zapukalam do jej drzwi.niektórzy widocznie się zdziwili gdy weszłam,ale myslałam,że to tylko dlatego,że pierwszy raz mnie widzieli.po zebraniu okazało się,że siostra nie powiedziala mi,żebym na zebranie włożyła spódniczkę.kobiety w organizacji na zebrania i do głoszenia muszą zakładać spódniczki.dla mnie była to nowość,lecz nie dyskutowałam z tym zwyczajem,poprostu na następne zebranie poszłam już w spódniczce.ale wracając do zebrania.na zebraniu była omawiana książka-"jak znaleźć prawdziwy pokój i bezpieczeństwo".wtedy dowiedziałam się,że żadne państwo ani organizacja nie może zaprowadzić pokoju na ziemi.szczerze mówiąc przeraziło mnie to.znowu kładziono nacisk na organizację i rząd boży jako jedyną nadzieję dla ludzkości.okazało się,że koniec wszystkich religii miał nastapić lada chwila.dziwiłam się,że ci ludzie tak spokojnie o tym mówią.znowu była to dla mnie zachęta,żeby wejść do organizacji,bo poza nią był tylko zły świat,skazany na zagładę.po zebraniu siostra częstowała ciasteczkami i kawą.wszyscy byli dla mnie niezwykle mili.zapewniali,ze dobrze wybrałam,że organizacja to jedyna droga do zbawienia i ,że mają nadzieję,że nie dam się odwieść rodzinie i znajomym od studium biblii,i od chodzenia na zebrania.byłam w ten wieczór głównym obiektem zainteresowania.każdy chciał ze mną porozmawiać i każdy mówił mi coś miłego.potem pewna rodzina zaprosiła mnie na zebranie do nich,w następny wtorek.wychodząc pomyślałam,że tylko w prawdziwej religii może panować taka atmosfera i tylko z prawdziwych chrześcijan może emanować tyle miłości.to utwierdziło mnie w przekonaniu,że jestem na dobrej drodze.

wtorek, 20 lutego 2007
STUDIUM BIBLII?

studium biblii to w rzeczywistości ,studium książek niewolnika.biblia jest tylko po to,żeby potwierdzać to,czego uczy organizacja.

studium odbywało się zawsze w miłej i przyjemnej atmosferze.albo ja przychodziłam do siostry,która ze mną studiowała,albo ona przychodziła do mnie.otwierałyśmy swoje książki i czytałyśmy akapit po akapicie.potem siostra zadawała pytanie z książki,które widniało pod akapitem,a moim obowiązkiem było odpowiedzieć na to pytanie.odpowiedź miała być udzielana na podstawie tego ,co zrozumiałam z przeczytanego artykułu.w akapitach były też podawane wersety biblijne,które należało w danej lekcji przytoczyć.

osoba studiująca ze mną była tak bardzo przekonana,o tym co mówi,że i mnie udzielała się jej pewnośc tego, co przeczytałyśmy.a,że moja znajomość pisma świętego nie była wystarczająca,na wiarę przyjmowałam wywody siostry.tym bardziej,że to,co mówiła popierała wyznaczonymi wersetami z pisma świętego.wcześniej już okazało się,że ś.j. nie wierzą w trójcę (tak jak ja),więc myślałam,że naprawdę ich znajomość słowa bożego jest imponująca.siostra znała odpowiedzi na wszystkie pytania,wszystko potrafiła przystępnie wytłumaczyć.to sprawiło,że zamiast 1 godziny tygodniowo,studiowałam kilka godzin.byłam głodna wiedzy i pochłaniałam wszystko ,co serwował nam niewolnik.na początku siostra sama mnie uczyła,potem przychodziła z innymi braćmi i siostrami.wszyscy zawsze byli bardzo mili,chwalili mnie za postępy i za większą wiedzę ,niż mieli ją inni początkujący.dziwiło mnie to,że te osoby, zawsze były uśmiechnięte i wciąż przekonywały mnie o swojej nadziei na życie w raju,na ziemi.powtarzały jakie mam szczęście,że bóg powołał mnie do swojej organizacji i będę miała  zaszczyt służyć bogu jako jego świadek.byłam wtedy młodą kobietą, a te słowa robiły na mnie ogromne wrażenie.nigdy wcześniej nie mogłam wyobrazić sobie życia po zmartwychwstaniu,a tu miałam wszystko podane jak na talerzu.w krótkim czasie uwierzyłam we wszystko i byłam gotowa na wyrzeczenia,aby znaleźć się w upragnionym raju na ziemi.

niedziela, 18 lutego 2007
SZUKAŁAM PRAWDY

po przeczytaniu słowa bożego,pierwsze kroki skierowałam do miejscowego księdza.miedzy kościołem a probostwem spotkałam jednego kapłana.na zadawane pytania odpowiadał mi wymijająco,widać było gołym okiem,że chce mnie zbyć.drugi natomiast po kilku pytaniach powiedział,że nie powinnam sobie takimi sprawami zaprzatać mojej ślicznej główki,powinnam chodzić tylko na msze, wszystkiego co potrzebne,napewno się dowiem.a za resztę oni(kapłani)są odpowiedzialni i oni będą za mnie przed bogiem odpowiadali.zniechęciło mnie ich zachowanie ,dlatego postanowiłam sama dojść do prawdy.odwiedzałam wszystkie księgarnie,kioski i nieznane mi kościoły.modliłam się o właściwe poznanie i robiłam wszystko,żeby znaleźć  społeczność,która w swoim życiu kieruje się niesfałszowanym słowem bożym.w pewnym momencie swoich poszukiwań ,poznałam chrześcijan dnia sobotniego.na początku wydawało mi się,że oni mocno stoją w prawdzie,ale po jakimś czasie zerwałam kontakt.do dziś nie pamietam z jakiego powodu.później kupiłam w kiosku "znaki czasu" , napisałam do adwentystów.studiowałam z nimi korespondencyjnie przez rok.problemem było dla mnie ich pojęcie trójcy.a,że moja niewiara w ich naukę zezłościła osobę prowadzącą studium ,zerwałam kontakt.to był dla mnie chyba najtrudniejszy okres w życiu.wierzyłam w boga,ale powoli zaczynałam wątpić,że jest religia,która całkowicie oparła swoje wierzenia na słowie bożym.minął właśnie trzeci rok moich poszukiwań,a ja znalazłam się w punkcie wyjścia.myślałam,że przez te trzy lata dokładnie poznałam słowo boże i ,że nie pozwolę na to,żeby mnie ktoś oszukał.szukalam religii,gdzie nie zmuszanoby mnie do wiary w samozwańczych proroków ,trójcę i palenie ludzi w piekle po śmierci.gdy zapukała do mnie sąsiadka,która była świadkiem jehowy,zasypałam ją lawiną pytań,a ona potrafiła na wszystkie odpowiedzieć.niezmiernie się ucieszyłam,że osoba ta, nie wierzy w trójcę,piekło i samozwańczych proroków(o tym mnie zapewniała).dała mi kilka "przebudźcie się"i ze łzami w oczach zaczęłam czytać o raju na ziemi.wpatrywałam się w ładne(choć jeszcze czarno-białe)obrazki,które przedstawiały szczęśliwe rodziny w raju na ziemi i zapragnęłam się tam znaleźć.następnego dnia zgodziłam się na studium biblii w moim mieszkaniu...

       !!!!???!!!!

BIBLIA

cofnijmy się teraz wstecz..mimo fascynacji światem duchów,zawsze byłam osobą wierzącą.zawdzięczam to mojej mamie,która działała w kościele i zabierała mnie na modlitwy do zakonnic(do klasztoru)bóg zawsze był dla mnie osobą realną i bardzo mi bliską.a odpowiedzi z dziedziny duchowej utwierdzały mnie w wierze.jednak jako nastolatka czułam,że moja wiara zaczyna być czymś zbyt płaskim,szukałam w religii czegoś więcej,niż tylko msze,ciągłe powtarzanie tych samych modlitw i czytanie  żywotów świętych.nie potrafiłam dokładnie określić czego poszukuję,ale czułam,że czegoś mi brakuje.kiedyś na lekcji religii koledzy kpili z księdza,a ten biegał za nimi i trzepał biblią po głowach.przez połowę lekcji przypatrywałam się temu w milczeniu ,a potem powiedziałam,że to jest cyrk,nie lekcja religii i wyszłam z salki.to była moja ostatnia wizyta w salce katechetycznej.do kościoła chodziłam już tylko z okazji świąt.jednak nigdy nie przestałam wierzyć w boga i modlić się...w wieku 19 lat wyszłam za mąż.moje małżeństwo było nieudane.cały czas poświęcałam na wychowywanie córki.w wolnych chwilach czytałam książki.pewnego dnia  nie miałam już niczego do czytania,a że była niedziela,poszłam pożyczyć do sąsiadki.okazało się,że przeczytałam wszystkie jej książki.siedziałyśmy obie przy kawie,gdy nagle przypomniało jej się,że syn kupił niedawno biblię.nie byłam zbytnio zadowolona,bo uważałam,że niczego ciekawego tam nie wyczytam,ale (tak od niechcenia)wziełam ją do domu i od razu zaczęłam czytać.ku mojemu zdziwieniu biblia okazała się niezwykle ciekawą księgą,od której nie mogłam się oderwać do samego rana.to co przeczytałam zmieniło całe moje życie.ale o tym w następnym wpisie.

 
1 , 2